- Gdzie ja jestem? Kim wy jesteście? - Pytam, w głowie mi szumi, że ledwo widzę.
- Och, skarbie nie potrzebne Ci to do wiadomości - Nie poznaję tego głosu, jest ich chyba trzech a jeden z nich zdejmuje spodnie i podchodzi do mnie. Czuję jak wędruje swoimi łapskami pod moją spódniczkę, szarpię się, ale to nic nie daje nie mam siły, zaczynam łkać.
- Zostaw mnie! Słyszysz! Zostaw! - Krzyczę resztkami sił, łzy nadak ciekną mi po twarzy. Zdejmuje mi bluzkę i zaczyna dotykac , jego wielkie i twarde dłonie są wszędzie, a ja nadal płaczę i proszę aby przestał. Nagle drzwi otwierają się z wielkim impetem i wchodzi jakiś chłopak,ale nie mogę się skupić i nie wiem kto to. Ich nie ma już w pokoju, a on idzie w moim kierunku.
- Proszę, nie krzywdź mnie. - Mówię po cichu i zaczynam jeszcze bardziej płakać.
- Nie mam takiego zamiaru, zabieram Cię do domu. - Podchodzi, zakłada mi bluzkę i daje mi chyba swoją kurtkę. Tak ładnie pachnie i jest taki miły.
- Dasz radę wstać? - Pyta cichym spokojnym głosemm, mogłabym go wiecznie słuachać.
- Tak. - Gdy wstaję kręci mi się w głowie i już mam upaść gdy nagle silne męskie ramiona mnie łapią.Och, tak ładnie pachnie.
-Jednak nie - Nie czuję gruntu pod nogami. Niesie mnie po schodach, a później tylko ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz