Odświeżona i wykąpana ubieram się w granatowe rurki i czarną bluzę bez kaptura z napisem ,, American Horror Story'' - wysuszone włosy związuję w kitkę. Pakuję książki i wychodzę z domu.
Dziś w Batley jest trochę chłodniej niż wczoraj. Dzień w szkole mija szybko. Nawet nie wiem kiedy wróciłam do domu. Postawiłam plecak na podłodze, jak zawsze taty nie było jeszcze w domu. Nie miałam ochoty na nic do jedzenia więc wzięłam się za lekcje. Niestety nie mogłam się skupić myśląć o tym co mogło się stać gdyby nie ON. Z nerwów zaczęłam chodzić po salonie w tą i z powrotem. W końcu postanowiłam oddać mu kurtkę. Telefon schowałam do kieszeni, kurtkę wzięłam w rękę, zamknęłam dom i ruszyłam do domu Jonathana. Mieszkał trochę dalej ode mnie, zaczęło się ściemniać więc przyspieszyłam. Szłam obok opuszczonego domu i zdawało mi się, że coś usłyszałam więc zaczęłam biec. Odwróciłam głowę nadal biegnąc i nagle w kogoś uderzyłam, spojrzałam do góry, Jonathan.
- Przepraszam...ja po prostu... szłam właśnie aby oddać Ci kurtkę - podałam mu ją. Było już ciemno i chłodno sama bluza to za mało.
- Dziękuję, ale tobie przyda się bardziej wnioskujące z tego, że drżysz
- Ale Tobie będzie zimno - Byłam zaskoczona z takiego obrotu sprawy
- Nie żartuj, zakładaj.- Pomógł mi ją założyć i ,,przypadkiem'' musnął moją szyję palcami. Ruszyliśmy na spacer
- Dziękuję - powiedziałam grzecznie. - Za kurtkę i za to co zrobiłeś dla mnie wczorajszego wieczoru chociaż wcale nie musiałeś. Spuściłam głowę bo było mi głupio dlatego, że byłam tak nie uważna. Zatrzymał się i stanął przede mną.
- Hej - powiedział łagodnie, unosząc delikatnie moją brodę. - Nie masz za co, naprawdę. Patrzył mi głęboko w oczy, tak, że poczułam jakby przejrzał moją duszę na wskroś. - Pomimo to, dziękuję. Gdyby nie Ty, nie chcę nawet myśleć co oni by mi zrobili. Oczy zaszły mi niechcianymi łzami. On delikatnie otarł mi je z policzków. Nie wiem jak to się stało,ale po chwili byłam w jego silnych objęciach.