piątek, 6 stycznia 2017

Strona 2


Dziś pierwszy dzień szkoły.  Czy się stresuję? Raczej nie. Pasuje mi rola szarej myszki.
W połowie drogi do szkoły oczywiście muszę zapomnieć telefonu. Wracam i  go biorę , na wyjściu przeglądam się w lustrze. Czarne rurki, granatowa bluza i ulubione trampki, jest dobrze. Ruszam ścieżką obok parku, czuję łaskotanie na karku i odruchowo odwracam się, kogo tam widzę przechodzi moje najśmielsze oczekiwania, Jonathan. Och, on jest cudowny, blond włosy, oczy jak głębia oceanu i te mięśnie. Szkoda, że z nikim nie gada. Szybko się odwracam zarumieniona i od razu przyspieszam. Skręcam w prawo i  moim oczom ukazuje się to więzienie dla uczniów i  Mona w kręgu swoich wielbicieli. Nic dziwnego.
Idę przed siebie mając nadzieję,że mnie nie rozpozna,niestety pomyliłam się słysząc to słodkie szczebiotanie.
-Ooo, kogo moje piękne oczy widzą. Nasza szara myszka. Ludzie, poznajcie Laurę – krzyczy prawie na cały plac, a ja stoję jak wmurowana – Albo zresztą, ona nie jest ważna. - Nie jestem pewna czy skończyła swoją przemowę, ale zostaje mi tylko jedno. Prycham i idę dalej nie przejmując się nią.
Witaj szkoło,budynku utrapienia i rozpaczy. Wchodząc po schodach oczywiście potykam się , ale zdążam  złapać się barierki. Fantastycznie zaczęty nowy dzień. Gdy wkładam książki do szafki podchodzą do mnie trzy dziewczyny, no tak – pierwsza klasa, zapomniałam.
- Przepraszam,ty jesteś z trzeciej klasy, tak? - Pyta się na pozór miła brunetka.
- Tak, a o co chodzi? - Staram się odpowiedzieć grzecznie żeby ich nie spłoszyć
- Mogłabyś nam wskazać gdzie jest sala numer 7 ?
- Do końca korytarza i w lewo po schodach . - odpowiadam zgodnie z prawdą. Odchodzą zostawiając mnie w spokoju. Zamykam szafkę i idę do klasy, docieram oczywiście spóźniona, świetnie.
- Proszę, proszę, wreszcie byłaś łaskawa przyjść na  lekcje? Siadaj i bez dyskusji – Jeszcze lepiej, stara ropucha, nie dość, że śmierdzi od niej na kilometr starym nocnikiem to jeszcze wydarła się na mnie w pierwszy dzień szkoły przy wszystkich.  Bez zbędnych komentarzy siadam w ostatniej ławce, rozglądam się i nie wierzę własnym oczom, w równoległej ławce siedzi Jonathan. Przestań się na niego gapić, przestań się na niego gapić- upominam siebie.  Na szczęście to działa i odwracam się. Po chwili jestem włączona już w lekcje i robię dokładne notatki, tak jak mam to w zwyczaju. Ale niestety miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, rozejrzałam się i nie

 myliłam się, mój wzrok padł na Jonathana. Patrzył na mnie a ja na niego, ma takie śliczne oczy.
Przestań się gapić – mówię sobie w myślach- Do jasnej cholery przestań, podziałało, odwracam wzrok i próbuję robić notatki lecz nie mogę się skupić czując jego wzrok na szyj, to takie rozpraszające. Gdy dzwoni dzwonek, zbieram swoje rzeczy wychodzę z klasy najszybciej jak się da. Oczywiście, nie byłabym sobą gdybym na korytarzu na kogoś nie wpadła, zderzam się z jakimś chłopakiem, sportowcem i wypadają mi wszystkie książki, niestety on zamiast mi pomóc śmieje się ze mnie.
-Przepraszam bardzo. - Mówię w pośpiechu starając się szybko  zebrać swoje książki.
- Dobrze, że przepraszasz bo masz za co, kujonie. - Odpowiada pogardliwym tonem.
Zbieram książki, a one na nowo wypadają mi z rąk, nagle ktoś podaje mi te, które wypadły. Odgarniam grzywkę, i patrzę przed siebie i to on. On mi pomógł. Wstaję niechlujnie trzymając wszystkie książki, patrzę na niego a on na mnie. Szybko spuszczam wzrok.
- Dziękuję bardzo – bąknęłam i odeszłam, nie mogąc uwierzyć, że ktokolwiek mi pomógł, że on mi pomógł. Chyba powiedział nie ma za co, ale nie jestem pewna.
Na szczęście reszta lekcji minęła całkiem szybko i bez żadnych wypadków.
Weszłam do domu i położyłam plecak na podłodze idąc do kuchni zadzwonił telefon.
- Słucham?
- Hej Laura, to ja Ariana, pamiętasz mnie? - Chwilę się zastanawiam
- No jasne, na farmie mojego wujka często się bawiłyśmy.
- A jednak pamiętasz! Niesamowite. Dziś przeprowadzam się do Batley , super o nie?Wyjdziemy dziś gdzieś jak przyjadę?
- Jasne, o której?
- o 19?
- Jasne, pa
- Pa
Tak szczerze to nie chce mi się nigdzie iść,ale może będzie ciekawie. Może spotkam miłość mojego życia? Żartuję, nie ma szans. No cóż, życie jest brutalne.
Taty jeszcze nie ma w domu,  widzę go tylko wieczorami i rano, nie przeszkadza mi to bo wiem, że musi pracować w firmie. Moja mama, zmarła gdy miałam 7 lat, chorowała na raka mózgu.
Brakuje mi jej, ale muszę wspierać tatę.
Czasami jest trudno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz